sobota, 27 września 2014

Moja przygoda z mydłem hand made:)

Witajcie Kochani. Powiem Wam, że odkąd urodziła się Jagódka mam niekiedy wrażenie, że funkcjonuję na wariackich papierach. Wszystko w biegu, chaotycznie, byle zdążyć nim się doba skończy. Za to później zbieram tego efekty.
 Opowiem Wam moje przejścia z mydłem jakie miałam ostatnio. Otóż weszłam któregoś dnia na jeden z blogów, które odwiedzam i po przeczytaniu tego postu zachciało mi się zrobić mydło:) Zapisałam sobie stronę z przepisem na " za jakiś czas". I nagle ten czas nadszedł, jednak już nie chciało mi się zaglądać do przepisu, bo mimo wszystko nie mam go za wiele i postanowiłam, że zrobię z pamięci. Tak też się stało. Dosłownie na szybcika i niewiele myśląc, (podkreślam "niewiele") rozpoczęłam od smażenia mydła. Tak, tak, od smażenia. Rozpakowałam naprędce dwa mydła, wrzuciłam do garnka, zamieszałam i wyszłam do dziecka:)
Po chwili wróciłam do kuchni a tu...siwo! Mydło nie tylko się smażyło ale nawet paliło!
(A ja naiwna sądziłam, że się rozpuści:)
Więc, oczywiście najpierw zaczęłam wietrzyć, następnie wydrapywać siłą a nawet nożem mydło od dna, oczyszczać i skrobać zanieczyszczenia. Później był czas na doszorowanie garnka i zajrzenie do przepisu co zrobiłam nie tak:)! No i wtedy okazało się, że potrzebna jest woda. Więc od nowa zaczęłam cały proces.
Następnie okazało się, że ponieważ nie użyłam tego mydła z instrukcji tylko zupełnie inne, zwykłe, nie chciało się rozpuścić.
Mieszając i stojąc przy tym garnku powoli traciłam cierpliwość. Zrobiły się gluty, mydło ciągnęło się jak bardzo gęsty karmel tyle, że w oddzielnych kawałkach, niekiedy wręcz jak sznurki. No zupełnie to do mydła nie podobne!
No i co robić z czymś takim? Szkoda mi było wyrzucić.
Wpadłam na pomysł, aby użyć miksera:) No więc wzięłam tą nieszczęsną zawartość garnka i zaczęłam miksować. Tego już szczegółowo opisywać nie będę:) Sprofanowałam przepis całkowicie ale było lepiej
Następnie dodałam do ciężko powstałej masy kawę (mieloną, nie parzoną), cynamon, kurkumę i olejek migdałowy.
Paćkę, która powstała wsadziłam do pudełeczek jakie miałam pod ręką.
Za bardzo mi się nie podobało to co powstało, ale cóż najważniejsze, że się nie zmarnuje:)

 
Już stwierdzam, że konsystencja nie jest właściwa, bo mydło topi się trochę jak czekoladka, gdy za długo potrzymamy w dłoni. Jednak najważniejsze, że je wykorzystam:)
Natomiast: Nigdy więcej mydła hand made! 
A jeśli znów się skuszę to z pewnością dodam wodę:) i mydło koniecznie "Biały jeleń":) + czas w pełni przeznaczony na to co chcę zrobić, czyli nie na "szybcika":););););)

A jak jest u Was? Też miewacie takie przygody? Czy ja tylko taka "zdolna" jestem:)?
Pozdrawiam i dziękuję, że macie dla mnie czas:):)

Ps. To jest mydło do pillingu, oczywiście:)

46 komentarzy:

  1. poddałaś mi pomysł na świąteczne prezenty! dziękuję za opis wykonania mydełka, wiem czego unikać ;)

    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Najlepiej skorzystać z opisu, który kryje się pod linkiem:):) pozdrawiam ciepło:)

      Usuń
  2. Ja "Białego Jelenia" nie używam, bo ma łój wołowy, a ja jestem wege;-) w filozofii całej;-) Natomiast mydełka zawsze robiłam w okolicy świąt dla znajomych, takie malutkie na mikołajki:-) W dużych formach do mrożenia lodów:-)

    OdpowiedzUsuń
  3. jeszcze nigdy nie robiłam mydełek, może kiedyś się skuszę:) pozdrawiam cieplutko:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kupowałam mydła do pillingu ale żadne nie wydało mi się dostatecznie szorstkie. To, które zrobiłam pełni swoją funkcję a to zasługa mielonej kawy. Także akurat pod tym względem mogę polecić:)

      Usuń
  4. Mydełek jeszcze nie robiłam, ale do takich niespodzianek to zdolna jestem że hej hihi. Najważniejsze ze spróbowałaś i coś tam jednak Ci wyszło.
    Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To pocieszające;) również pozdrawiam:)

      Usuń
  5. Ja też kiedyś miałam fazę i zryw na swoje mydło, ale tak jak Ty nigdy więcej mydła hand made :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Ubawił mnie Twój wpis :) Faktycznie zachwycająco i zachęcająco to, co wyszło nie wygląda ;) Ale jeśli się nada....
    Mydełek nie próbowałam robić, ale nęci mnie, szczególnie, żeby pokombinować z moim miodkiem :)
    A Jagódka pewnie niebawem będzie próbowała Ci pomagać w eksperymentach :) Ja w grudniu powitam trzecią córcię :D
    Buziaki

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W rzeczywistości wyglądają troszkę lepiej. Mają bardziej brązowy kolor:) Miodowe mydełka? Brzmi super!
      To już w grudniu? Jej, zleci bardzo szybko:) na święta:) cudownie:)

      Usuń
  7. Hehe....fajny wpis, lubię humorystyczne podejście. Mydełko nadaje się na prezenty jak nic. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję:) wolę sama je wykorzystać, hi, hi;)

      Usuń
  8. Heh,podziwiam sama nie wiem czy odważyłabym sie na zrobienie mydła hand made chociaż pomysł muszę przyznać mi sie podoba,jak znajdę czas to moze sama spróbuje hahah ^^

    OdpowiedzUsuń
  9. Nie mam doświadczeń z mydłem, ale sam pomysł podoba mi się, może też kiedyś spróbuję :).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak widać doświadczenia z mydłem mogą być "super" przygodą;);)

      Usuń
  10. I nie wyrwało Ci się przy tym żadne " brzydkie" słowo??????

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. :) to nie w moim stylu:) ale pożałowałam, że się za to w ogóle wzięłam. Wydawało mi się to takie proste...gdybym tylko wiedziała...

      Usuń
  11. Odpowiedzi
    1. Oj, cierpliwości to ja nie mam;) choć może w tym jednym przypadku...

      Usuń
  12. Lubię takie różne wynalazki ale mydla jeszcze nie robiłam .
    Anitko,ze też Co się chcialo mikser brudzić tą paćką haha,ale człowiek jest zawsze bogatszy w doświadczenia i wie jakie błędy popełnia,bo sama się o tym przekonałaś.Kolor faktycznie wyszedł nijaki i brzydki,ale może w praniu wcale nie jest z nim tak źle i działa jak należy .
    Buziole kochana:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Danusiu, w pillingowaniu, hi, hi działa należy;) a kolor wyszedł bardziej brązowy. Zdjęcie nieco oszukało:)

      Usuń
  13. Świetny post, mydła nie robiłam, ale może się skuszę a teraz wiem czego unikać:) pozdrawiam serdecznie:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, tak trzeba się uczyć na cudzych błędach. Popieram:) pozdrawiam :)

      Usuń
  14. No ciekawa historia hehe :-) Najważniejsze, że mydełko w końcu wyszło a Ty jesteś bogatsza w doświadczenia :-) A następne wyjdzie już idealne ! ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie wiem czy następne będzie, hi, hi:)

      Usuń
  15. Ale z Ciebie gagatek;) podziwiam za cierpliwosc:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, wykazałam się cierpliwością i cud, że tego nie wywaliłam bo faktycznie miałam taki moment słabości:)

      Usuń
  16. Jak się czyta Twój wpis, to człowiek sobie myśli, że to całkiem wesoła historia :)) Jednak podejrzewam, że wcale nie było Ci do śmiechu, kiedy za pierwszym razem dzieło uległo spaleniu.
    Nigdy nie robiłam takiego mydła, ale może kiedyś i ja się skuszę...
    Pozdrawiam :))

    OdpowiedzUsuń
  17. Oj kochana mimo wszystko mi się chce śmiać, bo opisujesz tą historyjkę w bardzo sympatyczny sposób. A przede wszystkim powinnam Cię przeprosić, bo to całe zamieszanie przeze mnie. W końcu to na moim blogu znalazłaś przepis na mydło. Mnie sie nie raz takie historie zdarzały zwłaszcza jak miałam małe dzieci. .. Nawet sobie nie wyobrażasz ile ja czajników spaliłam, Dobrze, że teraz mam elektryczny, który się sam wyłącza :) Pozdrawiam Cię serdecznie i całuski przesyłam...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No tak, tylko gdyby mi się zechciało jednak spojrzeć w ten przepis drugi raz i się go trzymać to pewnie całej historii by nie było:) także polecam Twój przepis byle się go trzymać. Ja dodatkowo cały czas kombinuję jak tu zaoszczędzić trochę czasu. Próbuję wykonywać kilka czynności jednocześnie. I później takie rzeczy mi wychodzą, nie ma się co dziwić.

      Usuń
  18. A jeszcze jedna sprawa co do mydła. Ja mam taki stary garnek metalowy w którym robię tylko mydło. Nie używam go do gotowania :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak czy tak to musiałam wyszorować po przypaleniu bo i drugie by nie wyszło. Chyba, że spalone mydło ma jakieś pozytywne właściwości dla skóry, hi, hi a nie sądzę. W każdym razie w tym eksperymencie żaden garnek nie ucierpiał. Szybko doszedł do siebie:);)

      Usuń
    2. To całe szczęście :) pozdrawiam następnym razem pójdzie lepiej

      Usuń
  19. Przyznam,że bardzo mnie zainteresowałaś robieniem mydła, nigdy takiego nie robiłam i chętnie zerknę na przepis bo jak ktoś wyżej napisał to może być swietny pomysł na prezent. Ja miałam kilka przypadków spalenia różnych rzeczy ze względu na zajęcie się dziećmi....ale największy" pożar " zrobiłam pracując na oddziale noworodkowym, kiedy to po wstawieniu smoczków do gotowania, poszłam zająć się bardzo chorym dzieckiem. Dym i swąd był niesamowity , oczywiście wszystkie smoczki zesmażyły się na amen niczym Twoje mydło. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To dopiero historia. Moja przy Twojej blednie:) dobrze, że tak się to skończyło, pozdrawiam:)

      Usuń
  20. Podziwiam Cię! :) Musi obłędnie pachnieć takie mydełko ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, zawłaszcza, że uwielbiam migdałowy zapach:) ale można dowolnie sobie te zapachy komponować i to też jest dobra strona mydełek hand made :)

      Usuń
  21. Podziwiam Cię za cierpliwość ! Mam kilka podobnych przygód, ostatni mój eksperyment to powidła spalone razem z garnkiem. Na szczęście obyło się bez straży pożarnej....Nie wiem czy skorzystam z przepisu na mydełko bo mam świeżo odnowioną kuchnię :)))
    Pozdrawiam serdecznie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rzeczywiście lepiej nie:) szkoda by było kuchni;) ale może za jakiś czas jak znów trzeba będzie ją odnowić;)
      A powideł bardzo szkoda:(

      Usuń
  22. Anitko! Przede wszystkim bardzo dziękuję, sama sobie marzę o mydełkach własnej roboty, a że ze mnie człowiek gorączka, a trzylatek wiesza mi się na nogach, pewnie też robiłabym to na łapu - capu ! Teraz już wiem, co i jak :D A po drugie - gratulacje że nie straciłaś zimnej krwi i walczyłaś do końca! Mydełka wyszły bardzo ładnie, pewnie też pięknie pachną :D Och, i widzisz, jak działa kobieta: Ty napisałaś o mydlanym armagedonie, a mnie się zachciało już biec do sklepu po białego jelenia :D Pozdrawiam i pozdrowienia dla Jagódki :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hi, hi to może wkrótce u Ciebie przeczytam mydlaną historię:) Dziękuję i również pozdrawiam cieplutko)

      Usuń
  23. Ja za takie rzeczy nawet się nie zabieram :) więc i przygód nie mam :)

    OdpowiedzUsuń

Niezmiernie mi miło, że znalazłeś czas na odwiedziny i pozostawienie komentarza. Dziękuję:)

Instagram

Copyright © 2014 Moje Pasje , Blogger