piątek, 12 sierpnia 2016

"Lida" Aleksander Jurewicz - recenzja

"Lida" Aleksander Jurewicz -  recenzja

"Lida" Aleksander Jurewicz

Wydawnictwo LATARNIA

"Wciąż mam pięć lat i marynarski 
mundurek na sobie
Wciąż na dworcu czeka
ostatni repatriancki pociąg
Nikt nie wsiada do tego pociągu
Nikt nie płacze na peronie
Gdzieś zagubił się ojciec z maszyną
do szycia "Singer" zawiniętą w płótno (...)"

Książka to poruszające wspomnienia autora. Przedstawione widzenie świata oczami pięcioletniego dziecka, Alika ale i dorosłego już mężczyzny weryfikującego dziecięcą rzeczywistość. Od pierwszych stron pochłania nas obraz życia tego małego chłopca, którego sytuacja zmusza do opuszczenia rodzinnych stron i wyjechania wraz z rodzicami w nieznane.  Tym nieznanym jest Polska i mimo, że chłopiec nie wie co go tam czeka, najbardziej w świecie pragnie zostać tu gdzie jest. Nie chce rozstawać się z ukochaną babcią, dziadkiem, psem i znajomymi kątami rodzinnego domu. 
Dziecko do ostatniej chwili nasłuchuje odgłosów domu i wyczekuje zwiastunów zmiany decyzji o wyjeździe. Jednak to nie możliwe. Decyzja już zapadła i wszyscy przygotowują rodzinę do podróży. 
W mojej głowie jak echo pobrzmiewa płacz i nawoływania małego Alika, gdy do ostatniej chwili broni się przed wyjazdem
"Chłopca z trudem oderwano od szyi babci, wyjącego i bijącego na oślep nogami, wepchnięto do ciemnego wagonu (...)
(...) a on popchnięty w środek tej czeluści wył: - "nie chaczu, nie chaczu!...babuszka miłaja!"
Po dojeździe do celu, również nie jest mu lekko, wspomnienia go nie opuszczają, tęsknota za bliskimi nie daje mu spokoju a przez miejscowych traktowany jest jak obcy. Brak akceptacji przez inne dzieci sprawia mu ogromny ból i jest zupełnie niezrozumiały.
''Dlaczego więc ja? W czym byłem podobny, że mówiono tak na mnie z odrazą i niechęcią? Nigdy nie pozwolili mi pograć, zawsze zabrakło dla mnie pary, mój kij do palanta wydawał im się nie dobry i któryś z nich łamał go na swoim kolanie i rzucał mi pod nogi: - "Idź ty, kacap..." - odpychali, czasami ktoś mocniej uderzył w plecy albo kopnął."
Obok takiej historii nie sposób przejść obojętnie. Nie zadumać się nad dziecięcym życiem tak bardzo zależnym od innych. Autor pisze bardzo refleksyjnie, kieruje naszą uwagę na  ludzkie wartości. Powoduje, że delektujemy się książką, która pisana prozą zawiera również, tak potrzebne duszy wiersze. 
Dla mnie "Lida" to prawdziwy rarytas literacki, uważam, że każdy powinien po nią sięgnąć. Każdy, kto gustuje w prawdziwych dziełach pisarskich. To książka, do której się wraca.

Biały pokój
Gdzieś tutaj były rozrzucone
klocki, szpulki po niciach
ułożone w pociąg, koń na biegunach
z wyrwaną grzywą, książka otwarta
na zdjęciu Stalina.
Tu stało radio, tutaj łóżeczko,
szczerbaty nocnik, klon
za oknem coś opowiadał gdy wiatr
nieśmiało trącał o szybę.
Kot się wygrzewał na piecu
z dziadkiem, ojciec wciąż śpiewał
przy swojej maszynie, skwierczały
bliny tuż obok w kuchni...
Gdzieś tutaj, kiedyś, chyba
naprawdę, chyba niedawno...

Moja ocena:  6/6

Pamiętajcie, że powyższa opinia jest jedynie opinią subiektywną.

Za przeczytanie książki dziękuję wydawnictwu LATARNIA

Czytaliście? Znacie "Lidę" A. Jurewicza? Jestem ciekawa Waszych opinii. Tymczasem pozdrawiam cieplutko:)



niedziela, 7 sierpnia 2016

Podsumowanie lipca.

Podsumowanie lipca.
Pora na podsumowanie lipca, zgodnie z akcją linkowania u Gosi:)
W lipcu robiliśmy sobie jednodniowe wypady z córcią w ciekawe miejsca. 

Po raz pierwszy zostałam sama! To znaczy oddałam córeczkę do babci i dziadka na dwie noce! To do mnie niepodobne. Jak dotąd nie rozstawałam się z nią w ogóle. Nawet przed samym wyjazdem, gdy wprowadzałam ją w to co ją czeka, mówiąc będziesz spała dzisiaj z babcią, to ona słodko: "cziemu? maciom?" Niewiele rozumiejąc, bo przecież zawsze wszystko ze mną.
 Było troszkę ciężko, ale jakoś dałam radę. Okazało się, że bardzo tego potrzebowałyśmy obie. Ja byłam już umęczona strasznie a jej zachowanie nawet zmotywowało mnie do tego:) Po pierwszych kotach, za jakiś czas znów pojechała ale tym razem na dłużej. O jeden dzień za długo jak się okazało bo już dopadała mnie depresja. Ale i to było nam potrzebne:) Teraz już jest w domku i jak na razie nie zamierzam jej nigdzie dawać:) Tym bardziej, że wracać wcale nie chciała:)))
A jak jest u Was, rozstajecie się na dłużej niż jeden dzień z takimi maluchami?
*
Miesiąc blogowy rozpoczęłam recenzją poradnika  "Ogarnij się i zacznij żyć. Porady dla nie całkiem doskonałych." 
Lucia Taboada
Zrobiłam techniką szydełkową dwa żółwiki African Flowers, które są do kupienia tutaj
Nawiązałam współpracę z wydawnictwem LATARNIA
Poczyniłam zmiany na blogu, następnie poczytałam Wasze wskazówki na ten temat, które wzięłam sobie pod rozwagę i bardzo Wam za Tę pomoc dziękuję:) Ostatecznie zmieniłam banerek na niezbyt duży, myślę, że nie przytłaczający, delikatny i na razie chyba jest ok? Jak myślicie? Gdybym była w lepszej formie finansowej zgłosiłabym się do fachowca, który by mi wszystko pięknie porobił ale póki co, muszę polegać na samej sobie. Także wszystkie zmiany na blogu to tylko moje skromne działania.
W lipcu też stałam się starsza o rok:) i miałam imieniny. Na imieniny dostałam niezwykły prezent, o którym wkrótce. 
Pod sam koniec lipca przedstawiłam Wam książkę "Jedyny pirat na imprezie" Lindsey Stirling

Troszkę Was zaskakując, tym że książka nie jest o tym o czym się wydaje być:))) dziękuję za wszystkie komentarze i polecenia utworów. Wszystko powoli sobie odtwarzam w miarę mojego wolnego czasu:)
Przed końcem lipca zakończyła się również zabawa książkowa u Gosi 
W ramach tej zabawy zrobiłyśmy sobie wymiankę z Margaritess
Ja wysłałam książkę z zakładką własnej twórczości
Zdjęcie podebrałam z bloga Margaritess
Umówiłyśmy się, że w zamian wybieram książkę:
A otrzymałam oprócz powyższej jeszcze jedną: 
Catherine Pancol
Zdjęcie podebrane z bloga Margaritess
Oniemiałam, gdy zobaczyłam przesyłkę. Taka to dobra duszyczka z Małgosi, że chciała mi sprawić przyjemność, bo wiedziała, że interesują mnie obie książki. Niesamowicie mnie tym poruszyła:)



A co do wymiany moich książek to możecie nadal zgłaszać się tutaj jeśli macie ochotę.
W najbliższym poście zapraszam na recenzję książki "Lida" Aleksander Jurewicz.
Post linkuję do Gosi a Was serdecznie ściskam i pozdrawiam ciepło:) miłego sierpnia:)

sobota, 30 lipca 2016

"Jedyny pirat na imprezie" Lindsey Stirling - recenzja

"Jedyny pirat na imprezie" Lindsey Stirling - recenzja

"Jedyny pirat na imprezie" Lindsey Stirling

Wydawnictwo Feeria Young

Tytuł dla wielu może okazać się mylący. Mnie, przyznam wyobraźnia zmyliła. Pirat, impreza, nie, to na pewno nie dla mnie, pomyślałam. A tymczasem, książka to biografia młodej skrzypaczki, wokalistki i tancerki. Delikatnej, filigranowej, wrażliwej osóbki, ale jednak silnej psychicznie i duchowo a przy tym niesamowicie szalejącej na scenie. 
Książka została podzielona na trzy części. Pierwsza przedstawia nam dzieciństwo i okres nastoletni, następna odkrywa przed nami trudną i usłaną niespodziankami drogę do sukcesu, natomiast ostatnia przedstawia fragmenty z życia artystki. Wszystko podane w sposób przystępny, prosty, często dowcipny. Nie ma zbędnych, rozciągłych opisów a tym samym czytanie nam się nie dłuży. Poznajemy bogate przeżycia Lindsey już od najmłodszych lat, jej zaradność, pomysłowość, motywację. Pierwsze przyjaźnie, związki i wpadki z tym związane. A nawet towarzyszymy Lindsey w problemach zdrowotnych związanych z zaburzeniami odżywiania. Przyglądamy się jej trudnej walce z demonami.
"Po raz pierwszy zwróciłam uwagę na ten lęk i zdałam sobie sprawę, że nie zawsze tak myślałam o jedzeniu. Nie  zawsze miałam taką obsesję, nie zawsze się go bałam"
Czy uda się jej je pokonać? Przecież to tak nierówna walka. Na szczęście ma przyjaciół a także mamę, która nie traci głowy, i wie jak należy wesprzeć córkę. 

Najbardziej ujęła mnie niezwykła skromność i szczerość autorki. Nie koloryzuje, nie czaruje, jeśli ktoś potraktował ją źle, zakpił z niej, czy wytknął brak talentu, ona o tym pisze. Nie twierdzi, że ją to nie zabolało. Owszem dotknęło i to bardzo, ale życie toczy się dalej i trzeba iść na przód. Z każdego negatywnego przeżycia potrafi wyciągnąć lekcję dla siebie, wysnuć konstruktywne wnioski. 
"Wiem, że są skrzypkowie, którzy potrafią grać czyściej, trzymają lepsze vibrato, mają lepszą intonację niż ja. Grają Mendelsohna, Czajkowskiego i Bartoka znacznie lepiej i poprawniej. Podziwiam ich talent. Ale ja też mam talenty. Mam swoje mocne strony, które nie są do końca zbieżne z mocnymi stronami Royal Philharmonic czy Bocellego, i staram się jakoś z tym żyć" 
"Nie Każdemu musi się podobać moja muzyka, tak jak nie każdy lubi czekoladę - co dla mnie jest zdumiewające - ale nigdy nie widziałam marsów uciekających z półek ze wstydem" 
Na czym polega jej skromność? Między innymi na tym, że jeździ mocno wysłużoną, toyotą z 2002 roku i uważa, że nie ma potrzeby by ją zamienić na lepszy model. Niby dlaczego miałaby to zrobić? Tylko dlatego, że ją na to stać? Nie, to wbrew jej wartościom. Odzywa się również sentyment - przecież tak wiele razem przeszły. Zmieni, owszem, ale tylko wtedy, gdy ta całkowicie odmówi posłuszeństwa, czyli stanie i się więcej nie ruszy.
Taka właśnie jest Lindsey.
Z książki dowiecie się jak wiele przeszła by osiągnąć to co osiągnęła. Cała jej droga do sukcesu to, jak sama pisze, wielka krzywa, po której ślizgała się w górę i dół. Do tego życie z dala od rodziny, często jedynie w towarzystwie samych mężczyzn, ciężka praca i nieprzespane noce. Ale okazuje się, że właśnie to kocha.
"Z początku martwiłam się, że znienawidzę jeżdżenie w trasy, bo lubię stałość. Jestem typem domatorki. Nie wiedziałam jednak, że poza podróżowaniem wszystko w trasie jest niezwykle stałe. To jak w Dniu Świstaka. Każdego dnia pracuję z tymi samymi ludźmi, jem to samo, daję ten sam występ. Jedynie wolna niedziela czyni dzień tygodniem. Poza tym wszystko zamienia się w szereg dni, które są niemalże identyczne. Uwielbiam to."
Całość wzbogacona jest czarno-białymi zdjęciami z różnych okresów życia skrzypaczki a na deser kolorowa wkładka fotografii z koncertu. Każdy fan z pewnością będzie zachwycony, gdy sięgnie po tę pozycję. Natomiast osoby, które nie znają jeszcze tej cudownej postaci jaką jest Lindsey Stirling będą miały okazję ją poznać i same ocenić kim jest w ich oczach.
Dodam od siebie, że mimo, iż książka wydała mi się być adresowana do młodziutkich czytelników, to jednak bardzo się cieszę, że miałam przyjemność przeczytać tę biografię i poznać tak ciekawą osobę. Dopiero po zapoznaniu się z treścią sięgnęłam do kanału You Tube by zapoznać się z twórczością Lindsey i powiem Wam: jestem poruszona. Ogromne wrażenie zrobił na mnie pierwszy teledysk, który sobie włączyłam i gorąco Wam polecam, naprawdę z całego serca, zerknijcie: 

W teledysku wykorzystano lodowe zamki w Colorado, stworzone przez Brenta Christiansa, służące jako domy wypoczynkowe.

A jeśli Wam się spodoba tak jak mnie, zerknijcie, proszę jeszcze na to: 
A później podzielcie się za mną emocjami i zdradźcie mi czy znacie tą postać, czy czytaliście książkę, a może dopiero przeczytacie?


Moja ocena:  5/6

Pamiętajcie, że powyższa opinia jest jedynie opinią subiektywną.


Za możliwość przeczytania książki dziękuję księgarni

http://pantomasz.p

Pozdrawiam cieplutko

czwartek, 21 lipca 2016

Żółwie african flowers i nowa współpraca.

Żółwie african flowers i nowa współpraca.
Cieszę się, że tak licznie wyraziliście opinię na temat poradnika "Ogarnij się i zacznij żyć. Porady dla nie całkiem doskonałych." Lucia Taboada. Nawet jeden pan się przyłączył. Bardzo mi miło:)
*
Osoby, które zaglądają do mnie od dawna na pewno zauważyły zmiany na moim blogu. Otóż podmieniłam szablon, nie wiem czy według Was lepiej czy gorzej, mnie się wydaje bardziej przejrzyście. Łatwiej chyba wszystko znaleźć. Nie koniec jednak zmian, bo muszę jeszcze uporządkować etykiety, które wymykają się spod kontroli i rozciągają w zastraszającym tempie. Chciałabym, aby w górnym pasku menu wszystko było dostępne pod głównymi hasłami. Co jeszcze? Ciągle nurtuje mnie kwestia baneru. Czy czasem nie powinnam go usunąć lub zmienić. Aktualnie na banerze widnieją moje prace szydełkowe i szyciowe,więc gdy ktoś wejdzie na blog widzi, że tym się zajmuję. Ale przecież to nie wszystko. Moje Pasje to nie tylko prace ręczne, to też podróże, książki, ostatnio recenzje, a
nawet niekiedy testowanie. To wszystko mieści się w tematyce moich pasji, bo wszystko co robię robię z przyjemności. Wszystko, to jest moim hobby. Nie piszę recenzji na siłę, czy nie testuję na siłę. Po prostu to lubię. No więc wracając do baneru, nie widać po nim, że interesuje mnie tak wiele rzeczy. Wciąż się waham, ale chyba powinnam coś z tym zrobić. Nie wiem, może na powyższym banerze wypisać tematy, które u mnie można znaleźć... A może zostawić sam napis Moje Pasje.... Co sądzicie? Może pomożecie mi podjąć decyzję:)
A dziś pokażę moje nowe dwa kolorowe, sympatyczne żółwiki.

Żółwie Afrykański Kwiat powstały według mojego pomysłu, mają około 17 cm długości i zostały wypełnione antyalergiczną kulką silikonową. Jak Wam się podobają?

Dostępne w sprzedaży w Niesamowitym Kuferku.

Żółwia numer 1. zgłaszam do Linkowego Party



Bardzo się cieszę ponieważ nawiązałam współpracę z wydawnictwem LATARNIA
i otrzymałam już książki do recenzji.
"Jańcio Wodnik i inne nowele" Jan Jakub Kolski" oraz "Lida" Aleksander Jurewicz
Także w niedalekiej przyszłości możecie spodziewać się mojej opinii:)

Pozdrawiam Was cieplutko i miłego weekendu życzę:)

piątek, 15 lipca 2016

"Ogarnij się i zacznij żyć. Porady dla nie całkiem doskonałych." Lucia Taboada - recenzja

"Ogarnij się i zacznij żyć. Porady dla nie całkiem doskonałych." Lucia Taboada - recenzja

"Ogarnij się i zacznij żyć. Porady dla nie całkiem doskonałych." 

Lucia Taboada


Wydawnictwo Feeria



Przede wszystkim chciałabym się odnieść do sposobu w jaki książka została wydana, ponieważ to w szczególności zwróciło moją uwagę. Nie jest to tradycyjnie pisany poradnik jakich wiele. Książka została napisana w niebanalny sposób i taką też zawiera oprawę graficzną. Co robimy, gdy bierzemy  po raz pierwszy jakąś  książkę do ręki? Odwracamy i zerkamy na tylną część okładki. Tak też postąpiłam i ja. Co się okazało? Otóż nie znajdziemy tam tradycyjnych informacji: o autorze, opisu, czy fragmentu treści. Zobaczymy tam  zilustrowane grono specjalistów wraz z obietnicą, że w trzy tygodnie zostaniemy nauczeni jak przestać się zamartwiać. Czyż nie brzmi to optymistycznie?
Wracając do sposobu wydania, uważam, że autorka miała pomysł. Poradnik na tle innych zdecydowanie się wyróżnia. Każda strona właściwie przypomina komiks; dużo ilustracji, informacji w chmurkach, znaków graficznych, oznaczeń tekstu. To wszystko powoduje, ze książkę czyta się szybko, lekko a dzięki grafice tekst szybciej  się utrwala w pamięci, tym samym dobre rady nie idą w las. Ponadto, autorka oprawiła wszystko w humor. Niektórym może się to podobać, innym przeszkadzać. Jak wiadomo mamy odmienne poczucie humoru.

Co do treści książki. Tuż po wprowadzeniu poznamy zespół, który będzie nam towarzyszył przez całą książkę: neurobiolog, psycholożka, trener osobisty, diablica. Dowiemy się jakimi rzeczami się zamartwiamy, następnie rozpoczniemy trzytygodniowy trening, który ma nam pomóc odnaleźć radość życia.
Moje wrażenia ogólne są takie, że powyższa książka to wiedza  bardzo skoncentrowana w treści, tzw. wiedza w pigułce. Jeśli mamy za sobą wiele poradników, teoretycznie jesteśmy już przeszkolone i nie dowiemy się raczej niczego nowego. Ale za to przeczytamy i utrwalimy, zdobytą wcześniej wiedzę. To właśnie dotyczy mnie i to wzięłam dla siebie z tego poradnika. Przypomniałam sobie znajome już informacje.

Kiedy zaczynamy myśleć bardziej pozytywnie,
może się zmienić cała fizjologia naszego mózgu.

Każdy z nas może zmienić strukturę swego mózgu i modyfikować własną osobowość dzięki podejmowanym codziennie decyzjom poznawczym i wykonawczym.
Neurogeneza i neuroplastyczność (zdolność tkanki nerwowej do tworzenia nowych połączeń) dają nam szansę ROZPOCZYNANIA OD NOWA KAŻDEGO DNIA!

Dla mnie brzmi to niezwykle optymistycznie i podnosi na duchu.

Natomiast jeśli to nasz pierwszy poradnik, poznamy nowe sposoby na lżejsze, łatwiejsze życie. Nabierzemy pewności siebie, podniesiemy własną samoocenę, nauczymy się jak sobie radzić z diablicą, która siedzi w każdej z nas.

Nie można przestać myśleć, ale można zdecydować, jak reagować na swoje myśli

Poprzez zadanie sobie właściwych pytań zmienimy swoje wzorce myślowe. Przestaniemy się zadręczać.  Nauczymy się myśleć pozytywnie i zakotwiczać pozytywne doznania w umyśle. Poznamy również elementy jogi i medytacji, jak również inne proste ćwiczenia poprawiające samopoczucie i kondycję naszego organizmu.
Dowiemy się także co kryje się za pojęciem googloza i czy nas ono dotyczy.

Podsumowując, nie mogę oprzeć się wrażeniu, że ów poradnik jest kompilacją przeczytanych przeze mnie do tej pory kilku innych poradników. Niemniej jednak nie umniejsza to jego wartości, dzięki temu nie musimy czytać opasłych tomów, by sobie pomóc. A każdy weźmie z niego dla siebie to, co aktualnie jest mu potrzebne, to co mu pomoże, co go zainteresuje. Czy to będzie dla niego nowością, czy tylko przypomnieniem warto zastosować, niczym lekarstwo w tabletce, które mamy zawsze pod ręką. A właściwie to najlepiej zamiast lekarstwa. 
Moja ocena:  4/6

Pamiętajcie, że powyższa opinia jest jedynie opinią subiektywną.

Za możliwość przeczytania książki dziękuję księgarni

http://pantomasz.pl/


niedziela, 10 lipca 2016

Podsumowanie czerwca

Podsumowanie czerwca
Przyłączam się do Link Party u Gosi. Akcja polega na podsumowaniu miesiąca i dodaniu linku pod postem u Gosi. 
Zatem jak wyglądał mój czerwiec?
Przede wszystkim zleciał mi tak szybciutko, że nawet nie wiem kiedy. 
Na początku miesiąca uruchomiłam sklepik. W związku z tym wydarzeniem prosiłam Was o pomoc.
Więcej na ten temat dowiecie się tutaj
A do sklepu możecie zaglądać, lubić...tutaj
W czerwcu  miałam aż:) dwa zamówienia:) mam nadzieję, że jeszcze sprzedaż się rozkręci:) Sklep polubiły 24 osoby, Fp sklepu zdobył 97 polubień,  i otrzymałam jedną pozytywną opinię od pierwszej klientki. Ot, takie podsumowanie:)

Następnie pokazałam komplecik szydełkowy dla maluszka, więcej tutaj
I otrzymałam niespodzianki:)
Rozpoczęłam współpracę z księgarnią http://pantomasz.pl/ i otrzymałam dwie książki do recenzji.
Wzięłam udział w wymiance książkowej u Gosi, do której nadal możecie się zgłaszać tutaj a ja Was serdecznie zachęcam:)
Moje książki na wymiankę pokazałam tutaj

Wymianka książkowa


Zobaczyliście również uszytą przeze mnie lalkę chibi
Więcej tutaj
A na koniec nasze piękne, ubrane w czerwone korale, drzewka czerwcowe:)

Dziękuję za uwagę:) Mój post linkuję tutaj
W następnym poście pojawi się recenzja książki "Ogarnij się i zacznij żyć" Lucia Taboada
Pozdrawiam Was gorąco:)

czwartek, 30 czerwca 2016

Jak sobie poradziłam z uszyciem lalki Chibi.

Jak sobie poradziłam z uszyciem lalki Chibi.
Witajcie:) Jak się cieszę, że nareszcie Wam pokażę moje "dzieło". Przyznam się, że tworzyłam je przez kilka miesięcy. Najpierw kompletnie nie wiedziałam jak się za to zabrać a później, tak bardzo nie wierzyłam w powodzenie tego projektu, że nie chciało mi się w ogóle do tego zasiadać. O czym mowa? O lalce Chibi. Moja 15 - sto, jeszcze wtedy, letnia siostrzenica poprosiła mnie o uszycie tej lalki. A jak wiecie, dopiero od niedawna uczę się tej skomplikowanej, dla mnie, sztuki szycia. Gdy zobaczyłam zdjęcie owej lali to szczerze powiem, że się załamałam.
Co to w ogóle jest Chibi? Tutaj dowiecie się dokładnie. Ja w skrócie napiszę, że postać chibi charakteryzuje się krótkim ciałem, nieproporcjonalnie dużą głową i wielkimi oczami. Nie wiem o co dokładnie chodzi, ale podobnież wśród młodzieży panuje szał na te postaci anime. Może też się z tym spotkaliście?
Zdjęcie chibi otrzymałam takie:
Nie podam źródła:( bo nie mam pojęcia skąd Julia wzięła to zdjęcie. (Gdyby ktoś się dopatrzył gdzieś w internecie, proszę o namiary, na pewno uzupełnię.)
Na podstawie powyższego zdjęcia uszyłam moją Chibi.

 Ubranko wykonałam techniką szydełkową. Żabot również:)
Włosy sprawiły mi największą trudność. Filc, który kupiłam w Empiku jest zbyt sztywny, więc nie można było go odpowiednio wymodelować. A przyklejałam go na klej na gorąco.  Jeśli wiecie gdzie można kupić bardziej miękki filc poproszę o wskazówki, będę wdzięczna.


 Tak wyglądała bez ubrania:
Głowę na początku zrobiłam znacznie większą ale nieładnie się kiwała i była mocno nieproporcjonalna, więc zrobiłam tę pożądaną nieproporcjonalność z umiarem. Czyli uszyłam od nowa:)
Pasek udało mi się zrobić z zakupionej na ten cel klamerki. Klamerka jak widzicie, została przez kogoś obszyta koralikami. Bardzo mi się podoba:)
Jak myślicie poradziłam sobie?
Powiem Wam, że gdy skończyłam tę lalkę byłam z jednej strony dumna ale z drugiej aż się bałam z nią pojechać do siostrzenicy. Wiecie jaka jest młodzież, dość wymagająca. Po prostu się bałam, że to nie o to chodziło i może się nie spodoba.
Ależ mi ulżyło, gdy okazało się, że jednak odpowiada nowej właścicielce. Poznałam po radości w oczach i po tym, że Julia z nią spała:) 
Mało tego dostałam zamówienie na kolejne dwie (poniżej", "no albo chociaż jedną, ciocia":) A ja znów, strach w oczach. Sama nie wiem, czy jeszcze się zabiorę za coś takiego:) 
Między innymi z powodu tego szału:) stworzyłam również powyższa bluzę:) tutaj

Jestem ciekawa Waszych opinii:) 

Lalę Chibi zgłaszam do Linkowego Party


Pozdrawiam Was gorąco:)

Instagram

Copyright © 2014 Moje Pasje , Blogger