Witajcie po świętach:) A jak Wam minęły? Ja tym razem spędziłam święta nad morzem. No może nie nad samym, ale spacerek promenadą jak również samym brzegiem zaliczony:) Pogoda dopisała, jedynie wiatr niekiedy był zbyt mocny, przeszkadzający. Nie przejadłam się absolutnie. Odkąd jestem coraz bardziej świadoma do czego służy nam żywność i co powinniśmy wprowadzać do naszego organizmu a czego nie, podchodzę do posiłków bardziej rozsądnie. Tak przy okazji wspomnę, że cukier odstawiłam:) no może nie całkiem, bo jak wiadomo jest teraz wszędzie ale świadomie go ograniczam. Herbaty nie słodzę wcale, do ciast staram się nie dodawać, a jeśli już to minimalnie. Dziecku również nie daję. Ostatnio dowiedziałam się, że do parówek dziecięcych (o zgrozo) dodawany jest cukier! Po co? się pytam:/
No ale zboczyłam coś, a temat, który rozpoczęłam to temat morze, więc sobie dziś daruję. Za to pokażę Wam co przygotowałam z powodu wyjazdu, dla trzyletniej Wiktorii. Najpierw wykroiłam kotka. Ale po rozmowie z mamą Wiktorii okazało się, że mała nadal uwielbia dinozaury. Wręcz za nimi szaleje:) Więc zarzuciłam temat kota i wykroiłam dinozaura. Wykrój narysowałam z głowy, odręcznie.
A oto co mi wyszło.